|
() |
|
| :: Fernando Torres - Woskowy guru |
Jest interes do zrobienia. Trzeba kupić z Atletico Madryt najlepszego piłkarza tej drużyny, Fernando Torresa i dać mu trochę czasu, a wydatek szybko się zwróci. Dziś wszystko bowiem wskazuje, że ten młody napastnik przez najbliższe dziesięć lat będzie kurą znoszącą złote jajka.
Przypuszczamy tak z trzech powodów. Po pierwsze Fernando to wspaniały zawodnik. W wieku 20 lat osiągnął światową klasę, już potrafi wszystko, co powinien umieć napastnik: jest szybki, przebojowy, świetnie wyszkolony technicznie, ma instynkt snajpera. Po drugie nie wykazuje skłonności do boiskowych ekscesów, które mogłyby zniszczyć karierę. Charakter i wyniesione z domu wychowanie będą mu w przygodzie z piłką pomocą, a nie przeszkodą. Po trzecie wreszcie zapowiada się, że wkrótce, gdy era Davida Beckhama dobiegnie końca, to Fernando Torres może zająć miejsce Anglika w roli największego piłkarskiego idola świata czy, jak to się ostatnio utarło określać - ikony pulpitu. Przybliżmy zatem trzy wcielenia Fernando Torresa.
Piłkarz Pochodzi z rodziny, w której zawsze kibicowano Atletico. Wielkim fanem tego klubu był zwłaszcza niedawno zmarły dziadek zawodnika, który zaraził go miłością do czerwono - białych barw. Fernando jest typowym przykładem genialnego dziecka. Odkąd w wieku 11 lat podjął treningi w Atletico, był najlepszy w gronie rówieśników. Już po roku strzelił w 26 meczach drużyny Alevin 64 bramki, a gdy miał 15 lat, w 1998, został wybrany najlepszym kadetem w całej Europie, po tym jak wygrał z zespołem Atletico turniej Nike Cup. Dwa lata później został mistrzem Europy U-16, a także najlepszym strzelcem i najlepszym piłkarzem imprezy. 27 maja 2001 roku, w 65 minucie drugoligowego meczu z Leganes, zadebiutował w pierwszej drużynie zastępując Luque. Tydzień później w spotkaniu z Albacete, wszedł w 73 minucie. Niemal natychmiast dwóch zawodników rywali wyleciało za faule na młodzieńcu z boiska, a potem Fernando strzelił zwycięskiego gola. W meczu tym zastąpił Kiko. Zmiana ta okazała się symboliczna, bo Torres w sercach kibiców Atletico zajął właśnie miejsce tego zawodnika, poprzedniego symbolu klubu, również wychowanka. Jeszcze zanim grał w zespole A, dostał ofertę przenosin do Valencii. Atletico miało otrzymać za utalentowanego chłopca dwa miliony euro. Oferta została odrzucona, a z piłkarzem szybciutko podpisano zawodowy kontrakt. Fernando Torresowi nie brakuje ambicji. W trakcie poprzedniego sezonu przedłużył do 2008 roku kontrakt z Atletico (poprzednia umowa obowiązywała do połowy roku 2005), ale zaraz potem zaczął zastanawiać się czy dobrze zrobił. - 20 lat i jeszcze niczego w futbolu nie osiągnąłem, nie zdobyłem żadnego trofeum, nie wystąpiłem w europejskich pucharach - żalił się dziennikarzowi "Don Balona". Wkrótce spadły na niego dwa ciężkie ciosy. Najpierw Atletico po słabym finiszu w lidze nie zakwalifikowało się do Puchary UEFA, a w czerwcu reprezentacja Hiszpanii nie wyszła z grupy w finałach Euro 2004 (Torres zagrał we wszystkich trzech meczach, ale tylko w ostatnim w podstawowym składzie). Wcale nie ucieszyło piłkarza, że dzięki temu miał aż 29 dni wakacji. Większość tego czasu spędził opalając się na plażach meksykańskiego kurortu Cancun, gdzie wiele spraw sobie przemyślał. Wkrótce uradowała go wiadomość, że władze Atletico zgłosiły zespół do startu w Pucharze Intertot. Dostrzegł w tym szans pokazania się w Europie, stwierdził w jednym z wywiadów, że tak jak Villareal w poprzednim sezonie, kiedy również zaczynał od Intertoto, chce ze swoim klubem co najmniej do półfinału Pucharu UEFA. Niebawem, w meczu z OFK Belgrad, strzelił pierwszego gola w europejskich pucharach. Nadzieją na sukcesy z Atletico jest też dla Torresa osoba nowego trenera Colchoneros, Cesara Ferrando. - Pracujemy inaczej, odnoszę wrażenie, że lepiej niż wcześniej - stwierdził piłkarz.
Człowiek Młodemu Fernando sława nie uderzyła do głowy. - Chcę zawsze być normalnym człowiekiem, mam nadzieję, że nie nabędę w kolejnych latach żadnych gwiazdorskich manier - opowiada zawodnik. Nie zamierza pozostać wyłącznie piłkarzem, ma ambicje podjąć studia, choć zdaję sobie sprawę, że trudno mu będzie znaleźć czas na regularne uczęszczanie na zajęcia. Uważa się za szczęściarza: - Wszyscy piłkarze powinni dziękować Bogu. Jesteśmy jednymi z najbardziej uprzywilejowanych ludzi na świecie, bo robimy to, co kocham i jeszcze nam za to płacą grube pieniądze. Jak opowiadają koledzy, w szatni Fernando Torres rzadko odzywa się pierwszy. - Są starsi, bardziej doświadczeni zawodnicy i mi nie wypada zawierać głosu przed nimi, ani tym bardziej ich krytykować. Ale kiedy zostanę kapitanem zespołu, to się natychmiast zmieni - tłumaczy sam zawodnik. Dola Fernando Torresa w Atletico nie jest łatwa, bo o ile w Realu czy Barcelonie wielkich gwiazd jest kilka, to on nie ma w zespole żadnego konkurenta to tego miana. Dlatego też na wszystkich kibicowskich forach internetowych zespołu z nad rzeki Manzanares niemal sekunda po sekundzie analizowany jest każdy jego występ, gdy Atletico przegra, stołeczna prasa pastwi się właśnie nad nim. Doszło do tego, że jego woskowa figura stanęła w madryckim muzeum, a wcześniej takiego zaszczytu nie doświadczył żaden piłkarz w historii Atletico. - Niedługo nie będzie się inaczej mówić o Fernando Torresie tylko guru - napisał niedawno z przekąsem publicysta dziennika "As". Tym bardziej jest to prawdopodobne, że kilka tygdodni temu młodzieniec chyba pierwszy raz zabrał publicznie głos w sprawach klubu: - Atletico nie powinno kupować nowego napastnika - powiedział "Marce". Tak więc mając zaledwie 20 lat Fernando dźwiga na barkach olbrzymią presję i odpowiedzialność. Znosi to dzielnie, nie obraża się na dziennikarzy, zaczepiony na ulicy nie strudzenie podpisuje autografy. - Ale czasami miewam już dość rodzinnego miasta - powiedział kiedyś. - Wtedy wsiadam do porsche o jadę autostradą A6 do Galicji, gdzie mam wielu krewnych, gdyż z tego rejonu kraju wywodzi się moja rodzina.
Model Głód pieniędzy, jaki wykazuje młody zawodnik, nie ustępuje głodowi sławy. - Mam dziesięć lat na to; by zapewnić sobie dostani byt do końca życia, a także moim dzieciom, których chcę mieć kilkoro. I zamierzam ten czas wykorzystać do maksimum - oświadcza bez żenady Fernando. Zdaje sobie doskonale sprawę, że w dzisiejszych czasach równie wielkie pieniądze jak na boisku gwiazdy futbolu mogą zarobić w filmach reklamowych. - Kiedyś zatrudniano modeli, aktorów, aktorki, obecnie przyszła moda na futbolistów - tłumaczy ten nad wyraz rozgarnięty młodzieniec. I korzysta z każdej tego typu propozycji; pewnie wszyscy kibice widzieli reklamówkę Pepsi w której wystąpił wraz z Raulem, Roberto Carlosem, Ronaldinho i Francesco Tottim. - Oczywiście nie mogę ujawnić, ile dostałem za występ, jednak na pewno mniej niż słynniejsi koledzy. Ale mam nadzieję, że za kilka lat to ja będę przy takich okazjach opłacany najlepiej - mówi. Przyznać trzeba, ze robi wszystko, by tak się wkrótce stało. Wie, żeby cieszyć się powodzeniem u młodzieży, a zarazem u reklamodawców, musi nie tylko dobrze grać, ale także oryginalnie wyglądać. To stąd, czyli z wyrachowania, a nie z młodzieńczej fantazji, wynikają częste zmiany fryzury - przypomnijmy sobie, że zawodnik całkiem inaczej wyglądał w pierwszym występie podczas finałów Euro 2004, a inaczej w drugim. Fernando ma oczywiście własnego fryzjera imieniem Miguel, rezydującego w madryckiej dzielnicy Las Rozas. - Uwielbiam siedzieć na fotelu u Miguela i podziwiać na bieżąco świetną pracę - opowiada Fernando. - Z częstych zmian fryzur nie jest zadowolona moja matka - dodaje z uśmiechem. W prowadzeniu przedsiębiorstwa o nazwie Fernando Torres pomaga zawodnikowi rodzina. Ojciec bierze udział we wszystkich rozmowach biznesowych, zaś jeden z braci, Izrael, steruje ruchem fan klubów piłkarza, zakłada nowe, organizuje spotkania idola z wielbicielami.
***
Interes zapowiada się więc wspaniały. Kto kupi Torresa, na pewno na tym nie straci. Tyle tylko, że szefowie Atletico ani myślą lekką ręką pozbywać się największego kapitału. Wiosną właściciel Chelsea Roman Abramowicz oferowal około 30 milionów euro, ale ta propozycja nie spotkała się z akceptacją. Odmownie załatwiono także wysłanników AC Milan. A klauzula odejścia zapisana w nowej umowie z piłkarzem wynosi 90 milionów euro. Zapewne aż tyle nie będzie trzeba za młodą gwiazdę zapłacić, ale połowa tej sumy wydaję się kwotą rozsądną.
Autor: Leszek ORŁOWSKI Źródło: "Piłka Nożna Plus" |
| Komentarze [0] |
09.02.2006, 14:34
|
Dodał: RoBerT
|
[skomentuj] [wróć do newsów]
| PsNews::info |
Do tego newsa nie dodano jeszcze żadnego komentarza. [skomentuj] |
Powered by PsNews
Zakłady bukmacherskie online. Zakłady sportowe na mecze Ligi Mistrzów i Pucharu UEFA


Inter 0-2 Atlético
62' Reyes 83' Kun
27.08.2010 - Monaco
Atlético - Sporting Gijón
30.08.2010, 22:00 - Madryt
| |