|
() |
|
| :: Jak zwolniono Bianchiego? |
W kilka tygodni po Wanderleiu Luxemburgo, stracił posadę drugi słynny trener z Ameryki Południowej zatrudniony w klubie ze stolicy Hiszpanii - szkoleniowiec Atletico, Argentyńczyk Carlos Bianchi. Jeszcze raz okazało się, że praca po drugiej stronie Atlantyku to jest zupełnie coś innego niż w rodzinnych stronach.
Kiedy słynny Virrey, opromieniony licznymi triumfami z Boca Juniors Buenos Aires, przybywał latem na Vicente Calderon, kibice Colchoneros byli przekonani, że wreszcie skończy się zła passa ich zespołu. mimo licznych transferów, dwa ostatnie sezony, w których posadę szkoleniowca piastowało dwóch bardzo przeciętnych fachowców: Gregorio Manzano i Cesar Ferrando, były nieudane. Ale dorobek na półmetku poprzednich rozgrywek - 26 punktów i dziesiąte miejsce - był o wiele lepszy od sytuacji zespołu w połowie obecnych, kiedy ma 20 oczek i zajmuje czternastą lokatę. Atletico popadło w tak poważne parapaty, mimo że władze klubu spełniły wszystkie transferowe życzenia Argentyńczyka i pozwoliły sprowadzić z rodzinnego kraju asystentów, czyli zapewniły doskonałe warunki do pracy.
Lista błędów carlosa Bianchiego, wyliczanych przez wyjątkowo mu nieprzychylnych madryckich dziennikarzy, jest długa. Po pierwsze więć zbyt surowo traktował piłkarzy, co spowodowało, że podczas meczów dotykał ich swoisty paraliż - bali się podjąć najmniejszego ryzyka, zagrywali piłkę do najbliższego partnera, nie decydowali sięna strzały z dystansu. Nasilało się to w sytuacjach, gdy rywale obejmowali prowadzenie - w efekcie od wygranego 2:1 w pięknym stylu meczu z Barceloną w trzeciej kolejce nie zdarzyło się, by zespół choćby zremisował spotkanie, w którym pierwszy tracił bramkę. Po drugie trener niemal nie dokonywał zmian w składzie - ani w trakcie spotkania, ani między meczami - co sprawiało, że rezerwowi tracili wiarę w to, że dostaną szansę gry, a więc także motywację do pracy. Po trzecie swoim wybrańcom nieustannie zmeniał pozycje - taki Maxi Rodriguez grał jako prawy pomocnik, środkowy pomocnik i napastnik, zaś szczytem wszystkiego było ustawienie typowego lewoskrzydłowego, Martina Petrowa, jako rozgrywającego. Po czwarte środkowym pomocnikom szkoleniowiec kazał grać zbyt defensywnie, co sprawiało, że szybcy napastnicy: Fernando Torres i Mateja Keżman niemal nie otrzymywali podań.
Już 20 grudnia publicysta "Asa", Marco A. Flores, napisał o Bianchim: - Zwolnijcie go, bo inaczej Atletico spadnie do drugiej ligi. Kilku piłkarzy również miało zastrzeżenia do szkoleniowca, ale kapitan zespołu, Fernando Torres, oficjalnie bronił Bianchiego: - Słabe wyniki to nasza wina, brakuje nam zaciętości w grze, to nie on marnuje sytuacje bramkowe, tylko my - mówił. Prezydent Enrique Cerezo też jeszcze pod koniec roku 2005 odpierał zarzuty, że styl pracy, który przynosił świetne efekty w Argentynie, nie musi sprawdzać się w Hiszpanii: - Wyobraźcie sobie, że przyjeżdża profesor matematyki z Argentyny, zadaje studentom pytanie, ile to jest dwa razy dwa, a oni odpowiadają, że trzy. I czyja jest wtedy wina? - pytał dziennikarzy zapewniając, że Bianchi na sto procent wypełni dwuletni kontrakt.
Lekarstwen na złą grę i kiepską atmosferą w zespole miało być zgrupowanie zorganizowane między 1 a 4 stycznia w madryckim ośrodku Ciudad Deportiva de las Rozas, będącym własnością hiszpańskiej federacji. Przez te cztery dni doszło do wielu rozmów, wyjaśniono wiele kwestii. I oto podczas kolacji w przeddzień wyjazdu piętnastu zawodników zatruło się poważnie jakimś nieświeżym daniem i powaźnie zachorowało. Z tego powodu przesunięto o tydzień pierwszy mecz 1/8 finału Pucharu Hiszpanii z Saragossą. Nic to nie pomogło, zespół i tak przegrał to spotkanie 0:1, a ponieważ zdobycie Copa del Rey było jedynym sposobem na uratowanie sezonu, po ostatnim gwizdku kibice prześcigali się w okrzykach domagających się odejścia nie tylko Bianchiego, ale także Cerezo.
Na pomeczowej konferencji Argentyńczyk oświadczył, że sam nigdy nie poda się do dymisji. Następnego dnia rano zarząd klubu podjął decyzję o jego zwolnieniu. - Bardzo nam przykro, ale brakowało wyników - tłumaczył prezydent. Potem odbyły się rozmowy dotyczące finansowych aspektów zerwania przez klub umowy o pracę. Bianchi zarabiał rocznie trzy miliony euro i chciał dostać co do centa wszystko, co mu się należy. Ostatecznie stanęło na tym, że jeśli podejmie inną pracę przed końcem 2006 roku otrzyma, o milion mniej. Nowym trenerem został Pepe Murcia, dotychczasowy szkoleniowiec rezerw. A więc przy wyznaczaniu następcy słynnego Latynosa Atletico poszło tropem Realu, w którym miejsce Luxemburgo zajął Juan Ramon Lopez Caro. Jeśli Enrique Cerezo myślał, że zwalniając Bianchiego uspokoił kibiców swojego klubu, to srodze się pomylił. Kilka dni później na murach stadionu pojawiły się wielkie napisy: "Cerezo, natychmiast odejdź", "48 trenerów w 16 lat" i inne. No właśnie. Poprzednik obecnego szefa Colchoneros, Jesus Gil, słynął z tego, że zmieniał trenerów kilka razy w sezonie. Jak widać, na Vicente Calderon po prostu nie da się inaczej.
Autor: Leszek ORŁOWSKI Źródło: "Piłka Nożna" |
| Komentarze [0] |
11.02.2006, 19:23
|
Dodał: RoBerT
|
[skomentuj] [wróć do newsów]
| PsNews::info |
Do tego newsa nie dodano jeszcze żadnego komentarza. [skomentuj] |
Powered by PsNews
Zakłady bukmacherskie online. Zakłady sportowe na mecze Ligi Mistrzów i Pucharu UEFA


Inter 0-2 Atlético
62' Reyes 83' Kun
27.08.2010 - Monaco
Atlético - Sporting Gijón
30.08.2010, 22:00 - Madryt
| |